Kliniczne podejścia do nomofobii, tam gdzie są stosowane, opierają się na terapii ekspozycji: stopniowym zwiększaniu czasu, jaki ktoś może znieść z dala od telefonu, w małych, uporządkowanych krokach, a nie naraz. Terapia poznawczo-behawioralna i ogólne leczenie lęku też pojawiają się w literaturze, ale model ekspozycji jest tym zbudowanym konkretnie wokół samej separacji.
Fella nie jest terapią, ale działa na podobnym pomyśle strukturalnym. Aplikacje pozostają zablokowane domyślnie, a dostęp następuje w ustalonym, przewidywalnym 5-minutowym oknie raz dziennie, zamiast być negocjowanym z chwili na chwilę w zależności od tego, jak bardzo teraz niepokoi brak sprawdzania. To ustrukturyzowana, powtarzalna separacja, ten sam kształt co podejścia ekspozycyjne, tyle że zastosowany do konkretnych aplikacji zamiast całego telefonu.
Celem nie jest przekonywanie, czy nomofobia istnieje, czy nie. Niezależnie od tego, czy znajdzie miejsce w DSM, lęk przed brakiem możliwości sprawdzenia telefonu to coś, co wiele osób rozpoznaje u siebie, a domyślna blokada daje temu lękowi ustaloną, znaną granicę zamiast otwartej negocjacji za każdym razem, gdy pojawia się ochota.